Rozmowa z dyrektorem Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk" Zbigniewem Cierniakiem


Co zmieniło się w zespole po śmierci profesora Hadyny?

Staramy się trzymać wytyczoną przez profesora linię najmocniej, jak to tylko możliwe. Oczywiście wychodzimy też naprzeciw innym ciekawym przedsięwzięciom, które są nam proponowane, jak na przykład koncert z Goranem Bregoviciem. Ale generalnie staramy się trzymać tego, co profesor Hadyna kiedyś wymyślił i w sposób umiejętny sprzedał na całym świecie. Profesor Hadyna jest w działalności zespołu nadal najważniejszy.
Czy podczas tworzenia własnych programów artystycznych znajdujecie jeszcze w żywym folklorze inspirację dla swojej pracy?
Oczywiście, przy nowych choreografiach. Teraz na przykład pracujemy nad choreografią do tańców wielkopolskich i tańców lubelskich, bazujemy na oryginalnych krokach. Wiadomo jednak, że zespół Śląsk jest zespołem stylizowanym. W ślad za pewnymi działaniami marketingowo-promocyjnymi musi iść tzw. show w parze z tym, co chcemy sprzedać. Natomiast korzystamy z oryginalnych tańców, oryginalnych pieśni, to jest absolutny punkt wyjścia do tworzenia czegokolwiek.

Jakie były początki pana kariery?

Z zespołem Śląsk jestem związany od dwudziestu lat. Moje pierwsze kroki na scenie też miały miejsce w ruchu amatorskim. Należałem do znanego zabrzańskiego chóru młodzieżowego Rezonans con tutti, dzięki któremu jako nastolatek zwiedziłem pół Europy. Tam po raz pierwszy zakosztowałem muzyki nieco innej, aczkolwiek też ludowej.
W tym chórze poznałem moją obecną, jedyną, ukochaną kobietę, żonę, której rodzice i dziadek pracowali w zespole Śląsk. Moja żona jest trzecim pokoleniem w tym zespole. I tak naprawdę dzięki niej poznałem Śląsk nieco bliżej. I zostałem tak zarażony miłością do zespołu, że jestem w nim do tej pory.
Aby dostać się do zespołu, wystartował pan w normalnym konkursie?
Tak, akurat brałem udział w przesłuchaniu, które profesor Hadyna zrobił w radiu w Katowicach. Przyszło ponad pięćset osób, a miejsc było siedem. Miałem szczęście znaleźć się w tej siódemce i przyjęto mnie do chóru. Potem za głosem musiał pójść ruch sceniczny. Już w trakcie przesłuchania badane były predyspozycje ruchowe. Co prawda chór nie tańczy tego, co tańczy balet, jednak pewne elementy ruchu są wykorzystywane.

Ma pan wykształcenie muzyczne?

Tak, skończyłem średnią szkołę muzyczną w Zabrzu, śpiewałem w chórze Rezonans con tutti. Później uczyłem się śpiewu już w Śląsku, gdzie mamy Świetnych pedagogów, którzy kształcą nasze głosy przez cały czas kariery w zespole.

Czy to oznacza, że po dwudziestu latach pracy jeszcze trzeba kształcić głos?

To tak jak u sportowca – zawsze trzeba ćwiczyć, zawsze trzeba się kształcić. Medal zdobyty na jednej olimpiadzie nie gwarantuje nam przecież, że zdobędziemy go i na następnej. Tu nie ma takiego punktu, w którym można uznać, że jest się dobrym, doskonałym, najlepszym. Jeżeli ktoś nie będzie pracował, część rzeczy straci swe walory.
Może pan opisać, jak wygląda praca w zespole Śląsk?
Raczej nie pracujemy w systemie godzinowym, w takim systemie, w którym pracuje się w innych zawodach. To jest praca twórcza i trochę inaczej wygląda. Oczywiście pracy jest bardzo dużo. Oprócz tej stacjonarnej, w siedzibie zespołu w Koszęcinie, są jeszcze koncerty. Na przemian próbujemy, koncertujemy, a w międzyczasie przygotowujemy nowe pozycje programowe, choreograficzne, wokalne. To też wymaga sporo pracy i czasu. Rocznie mamy około 120 koncertów. Do tego dochodzą wyjazdy zagraniczne i praca na miejscu, ponieważ zespół Śląsk prowadzi bardzo szeroką działalność edukacyjną. Organizujemy duże imprezy, takie jak np. Letnia Szkoła Artystyczna. Ponadto dochodzą różne konkursy, przeglądy. Oprócz tego jesteśmy organizatorami święta Śląska – trzydniowej imprezy, która corocznie odbywa się w Koszęcinie. Tak więc w ciągu roku jest sporo do zrobienia, ale praca jest ciekawa, przynosząca sporo satysfakcji.

Zaczynał pan karierę w Śląsku mając 19 lat. Do jakiego wieku jest możliwa praca w tym zawodzie? Kiedy tancerze przechodzą na emeryturę?

Ten wiek jest ruchomy. W tej chwili ludzie wyglądają lepiej niż trzydzieści lat temu. Mamy znacznie więcej możliwości, by zadbał o swoje ciało i zdrowie. Są też lepsze możliwości rekonwalescencji, bowiem zawód tancerza jest zawodem kontuzjogennym. To wszystko pozwala przedłużyć czas pracy. Trzydzieści lat temu panie pracowały w zespole do 40. roku życia, panowie do 45. Teraz wiek jest wyższy.
Jak to możliwe, że Mazowsze jeszcze niedawno borykało się z problemami, a Śląsk radzi sobie bardzo dobrze?
Unikam porównywania Mazowsza do nas i niejednokrotnie w wywiadach podkreślałem, że porównywanie obu instytucji, zarówno od strony artystycznej, jak i organizacyjnej, nie jest odpowiednie. Zespół Śląsk ma zupełnie inną strukturę organizacyjną. Być może jest to kwestia pewnych działań, które w zespole Mazowsze do tej pory nie zostały przeprowadzone. To pytanie raczej do dyrektora Mazowsza.

W czym więc tkwi źródło sukcesu Śląska?

Nam udaje się bardzo sprawnie łączyć sprawy artystyczne ze sprawami organizacyjnymi. Nasze zespoły są nieporównywalne pod względem zatrudnienia, u nas pracuje około 250 osób, w Mazowszu znacznie mniej. Ponadto prowadzimy działalność edukacyjną i turystyczną. Ale muszę podkreślić najważniejsze – mamy fantastyczny Zarząd Województwa Śląskiego. To ludzie, którzy znają potrzeby kultury i wiedzą, jak promować nasze województwo.
Nie ukrywam, że od momentu zostania dyrektorem zespołu wprowadziłem kilka zmian. Na przykład współczesne trendy. To jest duża instytucja, w zespole jest kilkunastu kierowników, prowadzimy kilkadziesiąt najróżniejszych działań. Z tych bardziej nietypowych to na przykład rewitalizacja całego kompleksu pałacowo-parkowego. W konkursie zdobyliśmy na ten cel prawie 40 milionów złotych. Projekt potrwa jeszcze dwa lat i dzięki niemu Śląsk będzie bardzo dużą instytucją z dobrym zapleczem dydaktycznym.

Czy są na świecie zespoły, które pod względem artystycznym i organizacyjnym są podobne do Śląska?

Być może tak. Są to porównywalne schematy. Mogę powiedzieć, że przyjaźnimy się z wieloma zespołami. Za mojego dyrektorowania rozpoczęliśmy np. współpracę z chorwackim zespołem profesjonalnym Lade z Zagrzebia. Wymieniamy się doświadczeniami związanymi z zarządzaniem. Nawiązaliśmy też przyjaźń z zespołem Kubańscy Kozacy z Rosji z Krasnodaru i planujemy wspólnie szeroką współpracę
Występujecie na dużych imprezach. Słyszałam co nieco na temat wymagań, jakie stawiacie organizatorom imprez. Stąd pytanie, czy dajecie również mniejsze koncerty, bardziej kameralne?
Cieszymy się z każdego miejsca, do którego jedziemy. Nie jest sztuką zagrać na dużej scenie w Warszawie, w Pradze czy w Nowym Jorku. Cieszymy się z tego, że docieramy też w mniejsze miejsca. Nawet jak są problemy, kiedy organizatorzy są przerażeni warunkami, które muszą nam zapewnić. Wtedy mówimy: "Nie przejmujcie się, pomożemy wam, spełnić minimalne wymagania".

Czyli ostatecznie wystąpicie nawet na scenie ustawionej na beczkach po piwie?

Wiadomo, że tak by się nie dało, Śląsk jest dużym zespołem. Scena musi wytrzymać przede wszystkim napór tancerzy. Proszę pamiętać, że w finale krakowiaka czy też tańców podhalańskich bierze udział około 70 artystów. Podejrzewam, że scena ustawiona na czterech, pięciu beczkach po prostu by nie wytrzymała. Narazilibyśmy na szwank artystów. Pewne minimum musi być. Organizatorzy koncertów i tego typu imprez wiedzą o tym i to minimum potrafią nam zapewnić.

 

Rozmawiała Halina Szczotka, red. redaktor naczelny miesięcznika “Zwrot”

źródło: http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/od-chorzysty-do-dyrektora

www.zwrot.cz

Na zdjęciu Zbigniew Cierniak oraz solistki chóru Patrycja Ozga i Katarzyna Winiarczyk-Staszyńska, podczas uroczystości odbierania dyplomu ambasadora Śląskiej Koalicji Walki z Rakiem Szyjki Macicy. Od tamtego momentu (10 października br.) Zespół Śląsk śpiewa "Karolinkę" i ostrzega przed rakiem

Foto: Materiały promocyjne