Podsumowanie

Sporo czasu minęło od kiedy zakończyły się Dni Polskie, a że impreza ta kwalifikuje się do spraw mniej ważnych - prywatnie, zawodowo, a nawet hobbystycznie (dla Forum Poloniijest to sprawa życia i śmierci!), dlatego nie spieszyłam się z jej analizą. Ponieważ zbliża się koniec roku, więc lepiej późno niż wcale, warto podsumować XXI Dni Polskie 2012 „w Austrii” - zresztą robię to co roku.

Pisałam wcześniej, że spektakl muzyczny dla dzieci pt. Ferdynand Wspaniały” był najlepszą pozycja w programie Dni Polskich w Wiedniu. Potrafię jednak sobie wyobrazić, że ktoś mógłby mieć obiekcje do takiej wypowiedzi, gdyż trudno porównać przedstawienie dla dzieci, z teatrem dramatycznym, tak jak np. nie można porównać Anny Netrebko z Marylą Rodowicz. A jednak obie artystki można kochać i podziwiać! Słowem „NAJLEPSZE” określiłam poziom artystyczny, profesjonalizm i potrzeby, a nie kategorię widzów i subiektywne gusta publiczności. Spektakl Teatru Lalki i Aktora w Wałbrzychu był na wysokim poziomie artystycznym, do głębi profesjonalny, wzbudził szczere zainteresowanie młodego i zachwyt dorosłego widza oraz zapełnił salę, dlatego kwalifikuje się do czołówki programu. Dni Polskie trwały jednak tygodnie, dokładnie 43 dni, czyli półtora miesiąca (dla upartych to żadna nieścisłość gramatyczna) i nie skończyły się na przedstawieniu „Ferdynand Wspaniały”.

Podsumowując zacznę od tytułu na plakacie i muszę wytknąć, że brak w nim precyzji: „XXI Dni Polskie w Austrii - Linz, Klagenfurt, Salzburg, Wiedeń”. Faktycznie, oprócz imprez w Wiedniu, odbyła się jedna w Linzu (kabaret „Chwilowo kaloryfer”) i jeszcze jedna w Klagenfurcie (msza święta ze wspomnieniem o Ojcu Świętym i grill w parku), a że obie imprezy z pewnością zostały zaplanowane tylko i wyłącznie z myślą o Dniach Polskich, więc mają prawo do plakatu! Jednak jak można było pominąć Mödling, gdzie co roku przyjeżdżają zespoły na festiwale chórów? Do tego w tym roku występ chóru z Gdyni wymieniony był jako pierwsza pozycja w programie Dni Polskich. Zarząd absolutnie winien złożyć podanie, o wpisanie w podtytuł programu tej malowniczej podwiedeńskiej miejscowości i wnioskować rozszerzenie „Austrii” o Dolną Austrię. Aż głowa boli, jak wszystko trzeba podpowiadać.

Poza tym muszę zauważyć, że Polonia to bardzo kulturalna społeczność i świętuje Dni Kultury Polskiej odpustową mszą świętą - bo to kultura religijna, ogniskiem przy Dunaju, - gdyż to kultura społeczna albo Niedzielą Sportową - a sport to nic innego, jak kultura fizyczna. Krótko mówiąc, Dni Polskie w tym roku były bardzo kulturalne i szalenie ambitne, według wzniosłej, wypraktykowanej wcześniej zasady, dużo, więcej, jak najwięcej.

Jak już się krytykuje, to dla równowagi trzeba pochwalić, więc w tym miejscu muszę wymienić pozycje, których nie można było się powstydzić, a do nich należały:
-koncert solowy Kathrin Buczak pt. „Perły klasyki” – Stowarzyszenie „Takt”,
-jedna z pozycji programu Instytutu Polskiego w Wiedniu na wrzesień-październik 2012, która znalazła się również w programie Dni Polskich tj. prezentacja książki Radka Knappa „Reise nach Kalino”,
-„Ferdynand Wspaniały” – przedstawienie dla dzieci zorganizowane przez Szkołę Polską w Wiedniu,
-koncert orkiestry kameralnej „Camarata Polonia” Marka Kudlickiego,
-koncert zespołu „Dzień Dobry” – zorganizowany przez stowarzyszenie iPolen oraz
-koncert „zamykający Dni Polskie w Austrii”, kwintetu „blueSound”- stowarzyszenie „Takt”.

Ze względu na międzynarodowy repertuar i lekkość utworów (choć nie był to żaden artystyczny ewenement, ot dobra zabawa, lekko, łatwo i przyjemnie) można było ewentualnie zainteresować Austriaków:
-spektaklem muzyczno-komediowym „Festiwale, festiwale wspomnień czar” stowarzyszenie iPolen oraz
-„Najpiękniejsze arie ze świata operetki – moją ulubioną pieśnią musi być walc”, kameralny, lekki ale bardzo uroczy koncercik zorganizowany przez Polsko-Austriacką Inicjatywę Współpracy Gospodarczej.

Nie do powstydzenia są koncerty Passion Artists, które ze względu na międzynarodowy charakter muzyki, dwujęzyczne prowadzenie oraz temperament artystki, docierają do międzykulturowej publiczności. Prezes Sabina Zapiór organizuje je przez cały rok, nie są więc żadną niespodzianką i na pewno nie potrzebują „dni polskich”.

Również wernisaże Galerii Meduna oraz Dożynki na Kahlenbergu, to od lat stałe pozycje i podobnie jak Sylwester, obejdą się bez „pomocy” parasola. Zresztą w pierwszej wersji dożynki nie były nawet ujęte w program Dni, dopiero „posunięcia” i „przesunięcia” personalne oraz prywatne zmowy i umowy w zarządzie spowodowały, że program Dni Polskich dopasowany został do imprezy na Kahlenbergu i w Mödlingu, a wszystko według pewnego powiedzenia, „Mohamed do góry, a nie góra do Mohameda” – czy jakoś tak... No cóż, wszystko można nagiąć, nawet powiedzenie.

Od oficjalnego zakończenie Dni Polskich (20 października), wiedeńskie stowarzyszenia polonijne zorganizowały szereg ciekawych, niejednokrotnie nawet świetnych imprez. Nasuwa się zatem pytanie, czy to aby też nie Dni Polskie? A jeżeli nie, to czemu służą te oficjalne, do kogo są adresowane? Do Polonii, czy raczej Austriaków? Dofinansowania (głównie te z Polski) przyznawane są dla Forum Polonii z myślą o Dniach Polskich i jeżeli w ogóle, to chętnie przydzielane są organizacjom, które deklarują swój udział w tej imprezie. Dlaczego? Z drugiej strony Forum Polonii zmuszone jest zorganizować Dni Polskie, gdyż musi na coś wydać pieniądze, co z kolei jest powodem spekulacji i kłótni polonijnych.

Polityki tej nie rozumiem, ale umniejsza ona imprezom i poniekąd ubliża organizatorom prężnie działającym ale organizującym imprezy poza Dniami Polskimi. W ostatnich tygodniach odbyło się wiele bardzo dobrych imprez, gdzie sale wypełnione były po brzegi międzynarodową publicznością. Stowarzyszenia, które te imprezy organizowały, nie są zrzeszone w Forum Polonii. Nie przeszkodziło to (a może właśnie dlatego) aby się solidarnie popierały i nawzajem reklamowały. Jeśli to nie były Dni Polskie, to co w takim razie? Dla kompromisu można wymyśleć inną nazwę; Polska Jesień jest już zarezerwowana ale może to być np.: Polska Wiosna, Polski Festiwal Letni lub Polska Kultura Zimą.

Tak się złożyło, że w tym roku byłam niemalże na wszystkich imprezach ujętych programem Dni Polskich, robiłam zdjęcia i pisałam sprawozdania, więc mogę coś na ten temat powiedzieć. Nie było Austriaków wśród publiczności, nie mówiąc o gościach honorowych. Każdy organizator przyprowadził swoją zaprzyjaźnioną publikę, która raczej nie była zainteresowana imprezami innego stowarzyszenia. Forum, poza wydrukowaniem ulotek, nie zrobiło nic aby rozreklamować poszczególne imprezy. Często nie wisiał nawet ten ekstra wydrukowany (finansowany przez Wspólnotę Polską) plakat, nie pokwapiono się aby rozłożyć programy, więc nic nie wskazywało na to, że jest to impreza w ramach Dni Polskich. Gdzie są sprawozdania albo fotoreportaże wykonane przez patronów medialnych podanych na plakacie? Na „Gali otwarcia” ani na Zakończeniu nie było żadnego prominentnego Austriaka, w tym roku nawet zastępcy naczelnika 3. dzielnicy Wiednia. Kto w Polonii wie, kim jest pan Tadeusz Piłat, który na oficjalne otwarcie Dni Polskich przyleciał ze Szwecji za pieniądze też polskiego albo szweckiego podatnika, a Forum Poloni inie było w stanie skłonić do przyjścia chociażby jednego reprezentanta miasta Wiedeń. Opowiadanie bajeczek, że Dni Polskie w Austrii to ewenement na skalę światową, nie podniesie rangi tej imprezy, tak jak nie podniesie cała długa lista patronatów honorowych. Gdyby organizacje polonijne zaprotestowały i nie zadeklarowały swoich imprez w ramach Dni Polskich, Forum Polonii stałoby się natychmiast bezrobotne.

Aby organizować imprezy kulturalne, należy mieć nie tylko pojęcie o kulturze ale również rozeznanie na rynku artystycznym w Wiedniu. Jeszcze ważniejsza jest reklama, a na tym trzeba się po prostu znać. Jakie kwalifikacje ma Forum Polonii aby cokolwiek organizować lub chociażby koordynować? Czy te parę osób w zarządzie, ostatnio przesuwane jak pionki na szachownicy (często bez zebrania zarządu, ot tak na telefon), zostało tknięte niewidzialną różdżką, która wyczarowała w nich talent organizatorski? Najprawdopodobniej nie, gdyż nie spisały się, nawet jako koordynatorzy - czasem było po cztery imprezy w jednym dniu. Nie muszę pisać o tym, że nie sposób być na wszystkich imprezach jednocześnie, ryzykuje się przecież zdrowiem, a nawet rozszarpaniem. Chodzi też o to, że powstaje mimowolna konkurencja, która na pewno nie jest z korzyścią dla organizatora, a publiczność ma dylemat, czy solidaryzować się z koleżanką, która bierze czynny udział w przedstawieniu, czy raczej wybrać imprezę, której się do tej pory nie widziało.

Analizując Forum Polonii oraz Dni Polskie – jedyną wizytówkę, którą FP się jeszcze podpiera - doszłam do smutnej prawdy. „Kto to”, kim właściwie jest Forum? Prezes, szyja prezesa, a może ręka - nikt tak naprawdę tej organizacji nie zna, nic o niej nie wie. Jest to ściśle zamknięta KLIKA kilku osób. Organizacja ta, jest od lat siedliskiem kłótni i niesnasek wśród Polonii i do dziś się nic nie zmieniło. To towarzystwo wzajemnej adoracji jest praktycznie 21 lat skłócone, a ten kto kiedykolwiek był w środku, wychodził stamtąd z hukiem i naturalnie jako wróg. Niektórzy wracali i przystępowali w innej konstelacji ponownie. Tak czy owak była to tylko kwestia czasu, gdyż w tej organizacji kłótnia jest z góry zaprogramowana. Tam gdzie Forum nie ma lub nie może mieć swoich wpływów, jest zgoda i ludzie w harmonii współpracują.
Temat Forum poruszę w innym artykule, na razie zastańmy przy Dniach Polskich.

Fazit:
W przyszłości proponuję genialnie prostą, a co najważniejsze tanią wersję Dni Polskich - zresztą model już wypróbowany. Wyszukać w internecie chronologicznie według dat, pasujące imprezy i złożyć z nich program Dni Polskich. Zaoszczędzi to wewnętrzne przepychanki, który organizator ma rozpocząć, a który zakończyć Dni Polskie - co najważniejsze, rozgrzeszy w razie flopu.

Dni Polskie trwają cały rok, imprezy polonijne odbywają się „przed i po”. Różnica jest taka, że te „oficjalne” które parasol potrzebuje jako usprawiedliwienie, że cokolwiek robi, mają Rozpoczęcie i Zakończenie, no i... najważniejsze! plakat i prospekty, finansowane oczywiście przez polskiego podatnika (właściwie wstyd).
A to jest najistotniejszy punkt tego przedsięwzięcia! Właśnie plakatem odróżniają się Dni Polskie od pozostałych dni w roku.

Proponuję więc organizacjom polonijnym działającym w Wiedniu zrzutkę pieniężna i wyprodukowanie kwartalnego plakatu i prospektu. Będzie tanio, niezależnie i najważniejsze... zgodnie, czyli z pożytkiem dla Polonii.