Tradycyjnie, aczkolwiek z lekkim opóźnieniem, coroczne podsumowanie tzw. „Dni Kultury Polskiej w Austrii”

W uroczystościach otwarcia XXIV Dni Polskich w Austrii nie uczestniczyłam, więc nie mogę się wypowiadać. Za to gorąco polecam artykuł na stronie internetowej organizacji iPolen http://www.polonia-w-austrii.at/cztery-pory-roku-bez-klimatu-czyli-o-otwarciu-24-dni-polskich-w-wiedniu/ , w którym kolega Mirek Wałęga, w końcu fachowiec gdyż wykształcony muzyk, ocenia poziom tegorocznej inauguracji DP.

Następnego dnia, w polskim sanktuarium na Kahlenbergu miało miejsce tradycyjne święto Dziękczynne oraz związane z nim imprezy towarzyszące, jak popisy polskich zespołów folklorystycznych, dzielenie się chlebem przywiezionym z Polski, bieg o Puchar Jana III Sobieskiego, a także inny bieg, upamiętniający 332. rocznicę Odsieczy Wiedeńskiej. Uroczystości zaszczycili swoją obecnością dostojnicy kościoła i dyplomacji z Polski i Austrii, licznie przybyła Polonia, przedstawiciele organizacji polonijnych, spacerowicze i turyści. Fotoreportaż obejrzeć można na naszej stronie internetowej pod adresem http://ilovepolen.com/index.php/fotoreportaze1/493-dozynki-na-kahlenbergu-2015 

I wszystko mogło być pięknie, gdyby w tym samym dniu, prezeska Forum Polonii nie wcisnęła jeszcze trzech innych imprez: wystawę malarską, matinee Chopinowskie oraz „konkurencyjną mszę” odpustową w Kościele Polskim.

Brak kompetencji, złośliwość czy raczej głupota? 

Po takim wstępie zaczęły się prawdziwe przysiady. Maraton 75 (siedemdziesięciu pięciu - liczyłam) imprez, choć poprawniej zabrzmi - imprezek. W weekendy od 3 do 5 terminów, zazwyczaj o tej samej porze. Co roku wytykam to samo, podpowiadam, doradzam - a prezeska p. Kopeć, wcześniej prezes p. Lech, choć z mniejszym stopniem szkodliwości (za to z takim samym uporem maniaka) robią swoje... i co najważniejsze, są z tego dumni. „Siedemdziesiąt pięć imprez” - podkreślają, i w towarzystwie wzajemnej adoracji poklepują się po plecach. No ale, jak wytłumaczyć upartemu osłowi, który stoi w słońcu i zdycha z gorąca, aby przestąpił dwa kroki w cień drzewa – dziecko wie, że to niemożliwe. 

Pierwsza dezorientacja to wyliczanie zaszczytnych patronatów. Od ponad dwudziestu lat polega to na powielaniu nazwisk i nazw instytucji z poprzedniego programu, najczęściej z pominięciem oficjalnej drogi (oficjane podanie), jak w przypadku czasopisma „Nasza Wspólnota”, które nigdy nie wyraziło zgody, a jednak figuruje w programie jako jeden z patronów medialnych. Warto byłoby też zapytać kanclerza Faymana albo kardynała Schönborna, czy wiedzą jakiej imprezy dotyczą ich patronaty, które rzekomo przyjęli. Natomiast patronaty jakiejś tam pani Miziniak, nikogo nie interesują. W kręgu polonijnym w którym się obracam, nikt takiej pani nie zna i nie wybierał jej na polonijnego przywódcę. Dlatego ta pani nie ma prawa nas reprezentować - ba, nam patronować! Radzę więc dać sobie spokój i nie ozdabiać Dni Polskich jakimiś, o wątpliwej przeszłości, babciami z Anglii. 

Kolejna lipa dotyczy przekazu Dni Polskich. Nigdy nie zostało zdefiniowane, do kogo powinny być one kierowane - do Polaków, czy raczej Austriaków. Organizatorzy sami sobie zaprzeczają. Z jednej strony impreza otwarcia Dni Polskich prowadzona była tyko w języku polskim, gdyż nie było na niej żadnego przedstawiciela miasta Wiednia lub jakiejkolwiek organizacji austriackiej. Z kolei program DP, w którym większość imprez nadawało się wyłącznie dla publiczności polskojęzycznej, drukowany jest w dwóch wersjach językowych. Pytanie: dla kogo i po co trwonić pieniądze, jeżeli Austriaków (ze względu na język i poziom) zaprosić można było tylko na kilka imprez, m. in:

- koncert Grzecha Piotrowskiego,

- dożynki w Aspern, generalnie organizowane przed Parafię w Aspern, dzięki stowarzyszeniu iPolen z silnym polskim akcentem,

- Wystawa „Bohaterowie ze Stein”, 

- wernisaż wystawy Lidii Moliński

- wieczór muzyczny „Die letzte Chance”.

Natomiast w języku polskim było góra pięć imprez na poziomie, ze sztuką „Kolacja  z Gustavem Klimtem” na czele. Tuzinkowa reszta pozostała bez echa. W tym miejscu, nie zamierzam urazić żadnego wykonawcy, bądź organizatora ale ...koncerciki muzyków i śpiewaków, których słyszymy przez cały rok, spacery po Wiedniu, wystawy i msze święte, - to jeden wielki bajer o kulturze i integracji. Bajki i slogany o „niepowtarzalnych Dniach Polskiej Kultury w Austrii”, względnie „jedynych tego rodzaju na świecie” zamydlają oczy instytucjom w Austrii, w Polsce oraz działaczom polonijnym innych krajów. Najgorsze, że tego typu wypowiedzi w ustach panów dyplomatów, plus oferowany program, obraża inteligencję i wyrobienie kulturalne przeciętnego Polaka zamieszkałego w Austrii. Bo przecież p. Kopeć nie ma takiego prawa aby ściągać potencjalnego widza i słuchacza do swojego poziomu. 

Jeżeli w tej całej maskaradzie nie chodzi o jakość, to nasuwa się podejrzenie, że chodzi o to, żeby pieniądze przepływały i były wydawane. Służy to wynagradzaniu posłusznych, pokupowaniu, względnie uzależnianiu innych. Działacze polonijni są nakłaniani do organizowania imprez w ramach Dni Polskich, gdyż inaczej zostają odcięci od zastrzyków finansowych. Jest to krzewienie kultury polskiej na siłę, pod silną kontrolą ludzi, którym w ogóle nie zależy na efekcie sukcesu, bądź frekwencji. Nawet najlepsze projekty „nieposłusznych” dziwnie nie spełniają warunków i są negatywnie opiniowane i odrzucane przez ambasadę. Żebraczymi dofinansowaniami utrzymuje się w ryzach tych, którzy dają się podporządkować. Jak bardzo zależy samemu organizatorowi czyli Forum Polonii, na Dniach Polskich, świadczą wpisy na ich stronie internetowej. Znajdziemy tam dwa artykuły: „Inauguracja XXIV Dni Polskich w Austrii” i „Uroczyste zakończenie XXIV edycji Dni Polskich w Austrii” - pomiędzy nie ma NIC! Pytam gdzie reszta(?), czyli te pozostałe 73 imprezy, oferowane w programie Dni Polskich. Jak widać, sama organizacja Forum Polonii ma to w nosie. 

W normalnym świecie nie ilość lecz jakość wyróżnia imprezę cykliczną, która z roku na rok powinna się rozwijać i być lepszą. Jeśli za organizację Dni Polskich bierze się pani Kopeć, która o kulturze nie ma pojęcia, a nie stara się zasięgnąć rady fachowców, to czego można się spodziewać? Przypominam sobie imprezę pod nazwą Dni Krakowa, zorganizowaną przed laty przez stowarzyszenie Wiener-Krakauer Kulturgeselschaft. Pięć dni skomasowanej kultury polskiej: wystawy, pokazy, happeningi, wzbudziły szerokie zainteresowanie, a uwieńczeniem był wyśmienity koncert „Piwnicy pod Baranami”. Pełna widownia! Te parę dni do dzisiaj pozostały w pamięci. Czy ktoś wspomina Dni Polskie, choćby te sprzed roku? Owszem, czasem ...w dowcipach! 

Kolejny bajer. Od 2. do 11. października program Dni Polskich zdominowało kino oferowane w ramach Festiwalu Filmowego LETS’S CEE. Wszystkie filmy polskiej produkcji oraz imprezy towarzyszące polskiemu filmowi, włączone zostały w program Dni Polskich, co oznacza aż 22 pozycje - też liczyłam. Dziwne to metody, gdyż Festiwal Filmowy jest zupełnie odrębną imprezą i nie ma nic wspólnego z Dniami Polskimi, poza tym, że odbywa się w tym samym terminie. Jeśli Dni Polskie z jakiegoś powodu nie doszłyby do skutku, Festiwal Filmowy z pewnością się odbędzie - i vice versa. Filmy nie były, ani nie są, pomysłem p. Kopeć, która na garbie innych organizatorów usiłuje punktować na rzecz organizacji Forum Polonii, a pośrednio na swoje ordery i odznaczenia. A to przecież kolejne zamydlanie niezorientowanym oczu i podszywanie się pod innych. Irytuje to nie tylko publiczność, ale też wprowadza w błąd instytucje dofinansowujące zarówno Dni Polskie, jak i Festiwal Filmowy. Wystarczy przecież włożyć w katalog festiwalu LETS’S CEE prospekt reklamujący Dni Polskie i na odwrót – a sytuacja z miejsca będzie jasna. A jeśli już Forum Polonii reklamuje filmy festiwalowe w swoim prospekcie, to w katalogach festiwalu LETS’S CEE w rewanżupowinny znaleźć się imprezy Dni Polskich. Już w zeszłym roku zwracałam uwagę na ten aspekt – za co usiłowano mi zarzucić nierzetelność dziennikarską, aby w tym roku zrobić to samo. Więc ja ponownie zwracam uwagę na taką manipulację. 

Z drugiej strony trzeba przyznać, że reklama filmów festiwalu LETS’S CEE w programie Dni Polskich przyniosła efekty. Polskie filmy cieszyły się szczególną frekwencją, co świadczy o tym, że jest zapotrzebowanie na ten rodzaj sztuki. Proponuję zatem zorganizowanie Dni Filmu Polskiego aby nasycić Polonię dobrym polskim kinem. 

Ostatnią ściemą było zakończenie Dni Polskich. Wielce szanowny i zasłużony profesor Zienkowski - prywatnie szalenie kulturalny, przesympatyczny i dowcipny - jest wyśmienitym muzykiem. Wie o tym środowisko polonijne i jest z niego dumne. Prof. Edward Zienkowski i Jego przeróżnej narodowości utalentowani studenci, dali popisy swoich umiejętności już w czerwcu br. w Instytucie Polskim. Na zakończenie Dni Polskich p. Kopeć zaproponowała powtórkę z rozrywki. Łatwo, lekko i... tanio. Koncert za zaproszeniami dla garstki osób, był de facto żadnym uroczystym zakończeniem DP lecz benefisem prof. Zienkowskiego, z okazji 25-lecia pracy pedagogicznej na wiedeńskim Uniwersytecie Muzycznym. Oprócz osoby profesora i Jego asystentki, z polską kulturą miał niewiele wspólnego. Samych artystów-studentów biorących udział w koncercie było około trzydziestu. Instytut Polski ma prestiżowy adres w pierwszej dzielnicy Wiednia, jednak niewielkie pomieszczenie o fatalnej akustyce, nadaje się bardziej na kameralne imprezy, a nie na uroczyste zakończenie tzw. Dni Kultury Polskiej - drugiej w kolejce sztandarowej imprezie prezeski. Dlatego proponuję przeczytać recenzję na temat koncertu, pióra Mirka Wałęgi http://www.polonia-w-austrii.at/benefis-prof-zienkowskiego-w-instytucie-polskim-w-wiedniu/

Na zakończenie chciałam zwrócić uwagę, że równolegle do imprez organizowanych w ramach Dni Polskich oraz już po ich zakończeniu, odbyło się szereg interesujących, na wysokim poziomie imprez promujących Polskę i Polaków, zorganizowanych przez stowarzyszenia względnie osoby nie zrzeszone w Forum Polonii i nie finasowane ze środków polskiego MSZ-u. Pewna część wpisała się nawet w cykl pt. Polska Jesień. Tak więc w szerokiej ofercie jesienno-zimowej znalazły się m.in.: dwa koncerty kwartetu Dobrek Bistro, wspaniały koncert zespołu Perfekt, musical „The Parry Sisters” z Torunia w inscenizacji Piotra Szalszy, imponująca wystawa Ewy-Bilan Stoch „Akta sztuki”, dwa przedstawienia „W małym dworku” w wykonaniu teatru AA Vademecum, kabaret Cezarego Pazury, czy też koncert jazzowy z udziałem Jorgosa Skoliasa.

Gorąco polecam, kończąc hasłem „Dni Polskie trwają cały rok”

RO.